Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia.


Przypomina mi się pewien epizod, który miał miejsce w czasach moich studiów. Chciałbym o nim opowiedzieć, ponieważ wydaje mi się, że stanowi on małą cegłę, która buduje współczesny rozkład chrześcijaństwa, a nazywa się obojętność.

Rzecz miała miejsce na zajęciach z wychowania fizycznego podczas przerwy w meczu siatkówki, który rozgrywała moja grupa. Gdy nadszedł czas przerwy, wszyscy zebrali się i dano nam jakieś 5 minut. Podczas tych paru minut pojawiło się kilka tematów, które jednak szybko ustąpiły religii, a raczej szyderstwom z ukrzyżowanego Chrystusa. Osoba, która zainicjowała potok bluźnierstw była zachwycona poklaskiem jaki zebrała od zebranego grona. Było to bardzo przykre doświadczenie, które miało swoją kontynuację następnego dnia.

Tym razem zebrani byli wszyscy: męska i żeńska część grupy, która nie uczestniczyła poprzedniego dnia w zajęciach sportowych, a więc jakieś 30 osób oczekiwało przed budynkiem wydziału matematyki na prowadzącego zajęcia, po chwili nadszedł również inicjator wczorajszych szyderstw i normalnym zwyczajem z wyciągniętą dłonią podchodzi po kolei do wszystkich, by się przywitać.

Czy można nad czymś takim przejść do porządku dziennego tak jak gdyby nigdy nic i w odpowiedzi na wyciągniętą rękę życzliwie podać swoją?

Czy życzliwa odpowiedź nie byłaby zdradą Mistrza i swoich przekonań? Opisana sytuacja przypomina trochę sytuację św. Piotra, który po pojmaniu Jezusa przez sanhedryn zaparł się Mistrza, gdy zwrócono uwagę, że jest Jego uczniem.

Ewangelie podają, że Piotr, gdy uświadomił sobie co zrobił "gorzko zapłakał". Podobny płacz słychać w 105 krajach świata gdzie chrześcijanie doznają największych w dziejach prześladowań. W samym XX wieku zginęło więcej wyznawców Chrystusa niż przez wszystkie poprzednie.


Ja wtedy nie nie podałem dłoni. Gdybym tak zrobił, byłbym nieuczciwy w stosunku do tych, którzy za przynależność do Chrystusa płacą najwyższą cenę, jak choćby w Korei Północnej gdzie posiadanie Biblii jest karane śmiercią, a dzieci w placówkach szkolnych są nakłaniane, by donosić na rodziców, którzy ją czytają.

Sytuacja, która mnie spotkała może się wydać małostkowa w porównaniu do ogromu cierpień, jakich doświadczają chrześcijanie na całym świecie (i z pewnością taka jest) jednak warto się nad nią głębiej zastanowić.

W opisanym przypadku chodziło o zwykłe podanie ręki. Odmawiając tego gestu musiałem wytłumaczyć, dlaczego to robię. Sama świadomość, że objaśnienie spotka się z kpinami 30 bardzo inteligentnych osób, wśród których się znalazłem niesamowicie podnosi ciśnienie i naznacza na dalsze lata. Takich sytuacji w dzisiejszym świecie, a zwłaszcza w laickiej Europie nie brakuje, szkoda, że brak jest refleksji nad tym jak wielkie znaczenie ma dawane w takich momentach świadectwo, które stanowi istotę wyznawanej wiary.

Można na moje doświadczenie popatrzeć od innej strony. Jeśli w takim momencie przymknie się oko, udając, że wszystko jest w porządku, to jak można mówić, że podoła się wyzwaniu takiemu jak na powyższym zdjęciu, gdyby trzeba było przez nie przejść?

Dlaczego o tym mówię drogi bracie/siostro w Chrystusie? Mówię o tym, ponieważ statystycznie rzecz biorąc w mojej grupie akademickiej 27 osób powinno być katolikami! Poza mną 27 osób powinno zwrócić uwagę na niewłaściwe zachowanie kolegi z grupy, a znalazła się tylko jedna osoba. Właśnie ta wspomniana na początku obojętność niszczy naszą wspaniałą religię, za którą jesteśmy odpowiedzialni.

Dlaczego o tym mówię drogi ateisto? Mówię o tym, ponieważ chciałbym byś jeszcze raz popatrzył na powyższe zdjęcie i zrozumiał, że kobieta z pałką na ramieniu to nie osoba żyjąca złudzeniami, ale ktoś dobrze rozumiejący rzeczy, nad którymi prawdopodobnie nigdy się głębiej nie zastanawiałeś.

Dzięki Bogu w Europie można czytać Biblię w każdym miejscu i czsie. Życie tych, którzy ją czytają nie jest zagrożone. Szkoda tylko, że tak mało osób po nią sięga, a jeszcze mniej zrozumie.

Bieżący wpis poruszył bardzo delikatny temat, zrobiłem to, by pokazać, że właściwie rozumiana wiara prowadzi do życia zgodnego z jej regułami. Bo jeśli ateista powie, że wierzy to, czym różni się od mojego kolegi ze studiów, któremu wtedy nie podałem dłoni, a który jak się później okazało sam uważał siebie za osobę wierzącą...

Mt 10, 32:
Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Jeśli jesteś osobą wierzącą chciałbym Ci coś zasugerować ;-) Mianowicie noszenie krzyżyka na łańcuszku (jeśli jeszcze tego nie robisz) w widoczny sposób. Jest to mały gest, który na początku może się wydać trudny, ale z czasem ten trud zamienia się w dumę i piękny wyraz jedności z naszymi braćmi i siostrami na całym świecie.

Komentarze

Popularne posty