Gdy nadejdzie zwątpienie...


Gdy się wierzy łatwo o zwątpienie! Wierzyć to nie to samo co wiedzieć. W życiu każdego wyznawcy Chrystusa niekiedy pojawiają się wątpliwości.

Dzisiejszy post dotyczy Ignacego Antiocheńskiego. Była to bardzo ciekawa postać wczesnego Kościoła. Powyższa grafika przedstawia św. Ignacego, który z pełną świadomością... a nawet z radością rzucił się w szczęki lwów nie chcąc zaprzeć się wiary.

Święty Ignacy urodził się w I wieku, około roku 30. Jednym słowem był on człowiekiem, który w wieku 20 lat bez przeszkód mógł wypytać mieszkańców Jerozolimy o szczegóły życia i śmierci Jezusa Chrystusa.

Gdy miał 20 lat nadal w Jerozolimie żyło mnóstwo osób, które widziały cuda Jezusa. Weźmy pod rozwagę tych mieszkańców Jerozolimy, którzy urodzili się w 15 roku n.e. a więc w Dniu Męki Pańskiej mieli oni około 15 lat. Gdy Ignacy miał 20 lat ta część mieszkańców Jerozolimy miała około 35 lat! Albo kalkulując inaczej. Weźmy pod rozwagę tych mieszkańców Jerozolimy, którzy urodzili się razem z Chrystusem około 1 r. n.e. wtedy ta część mieszkańców Jerozolimy miała ~50 lat gdy Ignacy miał 20 lat.

Jednym słowem, gdyby św. Ignacy chciał poznać szczegóły życia, działalności i cudów Jezusa mógł to zrobić przechadzając się po Jerozolimie i zadając pytania jej mieszkańcom...

Mt 18, 1-4:
W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: «Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?» On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. 

Według starej legendy św. Ignacy był właśnie tym dzieckiem, które Jezus postawił przed apostołami ;-)

Chcę powiedzieć, że św. Ignacy miał komplet informacji o Jezusie i to z pierwszej ręki.

Jak wiemy św. Ignacy zginął z własnej woli. Mógł uniknąć śmierci zapierając się Jezusa ale wybrał śmierć... i to całkiem bolesną. Został pożarty przez lwy w Rzymie 20 grudnia 107 r.

Tak sobie myślę ;-) On musiał mieć pewność, że postępuje właściwie, musiał mieć pewność, że śmierć dla Jezusa się opłaci... musiał wiedzieć, że Jezus ma władzę nad śmiercią i prawdziwie Zmartwychwstał - bez tej wiedzy żaden człowiek nie zgodziłby się na taki los. W jego przypadku to musiała być nie tyle wiara co wiedza.

Gdy najdą Cię kiedyś wątpliwości czy dobrze zrobiłeś ufając Jezusowi pomyśl o Ignacym Antiocheńskim.

św. Ignacy przed swoją śmiercią napisał List do Kościoła w Rzymie, jest on o tyle ciekawy, że pokazuje determinację świętego, którego wręcz rozpiera radość z racji zbliżającej się śmierci męczeńskiej. Taka postawa wiele mówi o jego wierze i jest niebezpośrednim dowodem na to, że tak jak głoszą ewangelie Jezus prawdziwie Zmartwychwstał...

List Ignacego Antiocheńskiego do Kościoła w Rzymie:

Ignacy, zwany też Teoforem, do Kościoła obdarzonego miłosierdziem przez hojność Najwyższego Ojca i Jego Jedynego Syna, Jezusa Chrystusa, Kościoła wielce umiłowanego i oświeconego z woli Tego, z którego woli istnieje wszystko, co istnieje, w miłości Jezusa Chrystusa, Boga naszego, Kościoła, który przewodzi w krainie Rzymian, godny Boga, godny czci, godny błogosławieństw, godny pochwały, godny powodzenia, godny czystości [wiary] i przewodzący w miłości, naznaczony prawem Chrystusa i imieniem Ojca. Pozdrawiam go w imię Jezusa Chrystusa, Syna Ojca. [Braciom] w ciele i w duchu zjednoczonym we wszystkich Jego przykazaniach, trwającym niewzruszenie w łasce Bożej, obmytym z wszelkiej obcej barwy, serdeczne pozdrowienia w Jezusie Chrystusie, Bogu naszym i nieskazitelności.

I. Bóg wysłuchał mojej modlitwy i pozwala mi ujrzeć wasze święte oblicze, o co właśnie prosiłem Go usilnie. Mam oto nadzieję powitać was jako więzień w Chrystusie, jeśli tylko taka jest wola Boża, abym okazał się godny dojść aż do kresu. Początek jest łatwy, bylebym dostąpił łaski otrzymania bez przeszkód [przeznaczonego mi] dziedzictwa. Lękam się jednak waszej miłości, bo ona może wyrządzić mi krzywdę. Wam bowiem jest łatwo zrobić to, co chcecie, mnie zaś trudno posiąść Boga, jeśli nie ulitujecie się nade mną.

II. Nie chcę, abyście starali się podobać ludziom, lecz abyście podobali się Bogu tak, jak rzeczywiście Mu się podobacie. Ani ja nie będę już miał więcej takiej okazji, żeby posiąść Boga, ani wy nie możecie przyczynić się do większego dzieła niż teraz, jeśli tylko zachowacie milczenie. Jeśli bowiem zachowacie co do mnie milczenie, będę już należał do Boga, jeśli natomiast umiłujecie moje ciało, znów muszę bieg rozpocząć. Nie próbujcie mi dać nic więcej ponad to, aby krew moją wylano na ofiarę Bogu, dopóki ołtarz jest jeszcze gotowy. Zjednoczeni w chórze miłości śpiewajcie Panu w Jezusie Chrystusie, [wdzięczni], że Bóg raczył powołać do siebie biskupa Syrii i dlatego wezwał go ze wschodu na zachód. Dobrze jest zajść [jak słońce] ze świata ku Bogu, aby w Nim wzejść na nowo.

III. Nigdyście jeszcze nie zazdrościli nikomu, lecz innych uczyliście. Ja zaś chcę, aby zachowały ważność także te polecenia, które nauczając innym dajecie. Proście dla mnie jedynie o siłę wewnętrzną i zewnętrzną, abym nie tylko mówił, lecz również chciał, abym nie tylko nazywał się chrześcijaninem, lecz nim się również okazał. Jeśli się nim bowiem naprawdę okażę, mogę się nim nazwać, a wiernym będę także i wtedy, gdy świat mnie już widzieć nie będzie. Nic, co widzialne, nie jest dobre. Bóg nasz Jezus Chrystus, będąc w łonie Ojca, bardziej daje się widzieć. Chrześcijaństwo nie jest dziełem przekonywania, lecz dziełem Mocy, zwłaszcza gdy świat ma je w nienawiści.

IV. Piszę do wszystkich Kościołów i wszystkim powtarzam, że ja umieram za Boga z własnej woli – jeśli tylko wy mi nie przeszkodzicie. Zaklinam was, nie bądźcie mi życzliwi nie w porę. Pozwólcie mi stać się żerem dzikich zwierząt, przez które mogę posiąść Boga. Pszenicą jestem Bożą, a zmielony zwierzęcymi zębami, okażę się czystym chlebem Chrystusa. Raczej zachęcajcie zwierzęta, aby stały się dla mnie grobem i nie pozostawiły nic z ciała mego, bo nie chciałbym po śmierci przyczynić komuś kłopotu. Wtedy będę naprawdę uczniem Jezusa Chrystusa, kiedy nawet ciała mego świat widzieć nie będzie. Błagajcie za mnie Chrystusa, abym z pomocą zwierząt stał się ofiarą dla Boga. Nie wydaję wam rozkazów jak Piotr i Paweł. Oni – Apostołowie, ja – skazaniec, oni – wolni, ja – do dziś dnia niewolnik. Kiedy jednak będę cierpiał, wtedy stanę się wyzwoleńcem Jezusa Chrystusa i powstanę w Nim wolny. Teraz, będąc więźniem, uczę się niczego nie pożądać.

V. Od Syrii aż do Rzymu potykam się z dzikimi bestiami, na ziemi i na morzu, w dzień i w nocy, przykuty do dziesięciu lampartów, to znaczy do oddziału żołnierzy, którzy są jeszcze gorsi, gdy robi się im dobrze. Dzięki temu, że mnie źle traktują, staję się bardziej uczniem, „ale to mnie przecież nie usprawiedliwia”. Obym mógł się radować zwierzętami, które dla mnie przygotowano! Pragnę, aby okazały się wobec mnie szybkie. Będę je zatem zachęcał, żeby mnie prędko pożarły, a [nie zachowały się tak] jak wobec innych ludzi, których się bały i nawet nie tknęły. A jeśli by one ze złej woli nie zechciały, sam je zmuszę. Wybaczcie mi: ja wiem, co dla mnie korzystne. Teraz dopiero zaczynam być uczniem. Niechaj żaden z bytów widzialnych ani niewidzialnych nie próbuje mi przez zawiść przeszkadzać w dojściu do Chrystusa. Niechaj ogień i krzyż, stada dzikich zwierząt, rozszarpywanie na części, ćwiartowanie, wyłamywanie kości, kaleczenie członków, miażdżenie całego ciała, niech najgorsze tortury diabelskie spadną na mnie, bylebym tylko posiadł Jezusa Chrystusa!


VI. Na nic mi rozkosze tego świata i królestwa doczesne. Wolę umrzeć, [by połączyć się] z Chrystusem niż królować aż po krańce ziemi. Tego szukam, który za nas umarł, Tego pragnę, który dla nas zmartwychwstał. Moje narodziny się zbliżają. Wybaczcie mi, bracia: nie przeszkadzajcie mi żyć, nie chciejcie, abym umarł; tego, kto pragnie należeć do Boga, nie wydawajcie światu, ani nie zwódźcie go materią. Dopuśćcie, bym otrzymał czyste światło. Kiedy tam dojdę, stanę się człowiekiem. Pozwólcie mi naśladować mękę mojego Boga. Jeśli ktoś ma Go w sobie, pojmie, czego pragnę, i okaże mi współczucie, wiedząc co mnie przynagla.

VII. Książę tego świata chce mnie porwać i zburzyć moje nastawienie wobec Boga. Niechaj więc nikt spośród was tu obecnych mu nie pomaga. Bądźcie raczej ze mną, to jest z Bogiem. Nie pożądajcie świata mówiąc jednocześnie o Jezusie Chrystusie. Niech zawiść wśród was nie mieszka. A gdybym nawet ja sam, będąc już u was, zaczął was prosić, nie słuchajcie mnie. Temu raczej bądźcie posłuszni, co wam [dziś] piszę. Piszę bowiem do was żywy, pragnący umrzeć. Moje pragnienia [ziemskie] zostały ukrzyżowane i nie ma już we mnie ognia miłości do rzeczy materialnych, jest tylko woda żywa mówiąca we mnie, która z wnętrza mego woła: „Pójdź do Ojca”. Nie znajduję przyjemności w pokarmie zniszczalnym ani w rozkoszach tego życia. Chcę Chleba Bożego, którym jest Ciało Jezusa Chrystusa, z rodu Dawida. A jako napoju chcę Krwi Jego, która jest miłością niezniszczalną.

VIII. Nie chcę już żyć na sposób ludzki. I to się stanie, jeśli wy również zechcecie. Chciejcie więc, a i was Bóg zechce. Proszę was w niewielu słowach: uwierzcie mi. Jezus Chrystus to wam ukaże, że prawdę mówię. On jest sam ustami nie znającymi kłamstwa, przez które Ojciec prawdziwie przemówił. Proście za mną, żebym Go posiadł. Piszę do was nie według ciała, lecz według myśli Bożej. Jeśli będę cierpiał, to znaczy że okazaliście mi życzliwość, jeśli zostanę odtrącony, to przez waszą nienawiść.

IX. Pamiętajcie w modlitwie waszej o Kościele w Syrii, który ma teraz zamiast mnie Boga za pasterza. Strzec go będzie tylko Jezus Chrystus i wasza miłość. Co do mnie, wstyd mi do nich się zaliczać, gdyż nie jestem tego godny, będąc ostatnim z nich i poronionym płodem. Miłosierdzie jednak kimś mnie uczyni, jeśli tylko Boga posiądę. Pozdrawia was mój duch i miłość Kościołów, które przyjęły mnie w imię Jezusa Chrystusa, nie jako zwykłego przechodnia. I te bowiem, nie będące na mojej drodze według ciała, wyprzedzały mnie od miasta do miasta.

X. List ten posyłam wam ze Smyrny przez Efezjan zasługujących na miano błogosławionych. A jest ze mną wśród wielu innych także i Krokos, człowiek bardzo mi drogi. Co zaś do tych, którzy na chwałę Boga pojechali przede mną z Syrii do Rzymu, ufam, że już ich znacie. Ich też powiadomcie, że będę już niedługo. Wszyscy bowiem i Boga, i was są godni. Wypada, abyście we wszystkim służyli im pociechą. Piszę to do was dnia dziewiątego przed kalendami wrześniowymi. Bądźcie zdrowi i umacniajcie się aż do końca w oczekiwaniu Jezusa Chrystusa.

Komentarze

Popularne posty